piątek, 20 lipca 2012
Tajemniczy morderca
Stało się to niedawno. Obudziłam się zamknięta w ciemnym i zimnym pomieszczeniu. Będąc przywiązana do krzesła zaczęłam krzyczeć. To na marne, pomyślałam, nikt kto mógłby mi pomóc mnie nie słyszał. A jednak, usłyszawszy moje krzyczenie, nieznajoma mi osoba otworzyła drzwi do pomieszczenia. Moje źrenice nie były na to gotowe, przymrużyłam oczy. Rejestrując jasność, przed moimi oczami stanęła czarna postać. Wymachiwała coś rękoma ale nie potrafiłam tego rozszyfrować. Szatańsko się do mnie uśmiechnęła, a potem równie szatańsko rzekła:
- Przestaniesz?
Otworzyłam oczy szeroko. Słona łza popłynęła mi po prawym policzku, spuściłam głowę. Podniosłam ją, zezłoszczonym głosem krzyknęłam:
- GDZIE JA JESTEM?!
Wymruczała coś do siebie pod nosem, a potem zaszła mnie od tyłu. Zakryła ręką moją usta, przyłożyła nóż do gardła. Drugą ręką zaczesała włosy, które zakrywały ucho.
- A teraz? - szepnęła.
Serce przyspieszyło tempa, a na twarzy pojawił się strach. Obezwładniona, z nożem przyłożonym do szyi. W głowie miałam wizję złego zakończenia. Osoba za mną stojąca odsłoniła mi usta, wykorzystałam moment i obrzuciłam ją pytaniami.
- Gdzie ja jestem? Co się ze mną dzieję? Kim jest...
Przerwałam. Poczułam, że sznury, którymi byłam zawiązana obluzowały się. Na moim lewym nadgarstku znalazła się jedna obręcz z kajdanek, a druga znajdowała się na nadgarstku postaci, z postury przypominającej mężczyznę. Pociągnięta, niepewnie ruszyłam rozglądając się na boki. Próbowałam zorientować się gdzie jestem. Na dworze był świt. Zapytałam postać, gdzie mnie zabiera, jednak owej odpowiedzi i tak nie uzyskałam. Weszliśmy do równie ciemnego pomieszczenia jakim było tamto. Uwolnił swoją rękę z kajdanek, zapiął do szczupłej rurki prowadzącej od centralnego ogrzewania. Pokazał palcem na leżącą obok mnie stertę pudeł. Usiadłam na nich. Kolejny raz zostawił mnie samą. Po chwili przyniósł drewnianą trumnę. Od razu nabrałam podejrzeń, adrenalina skoczyła mi wysoko w górę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)